Zawsze przypominało mi się to, kiedy przyjeżdżałem do Centrusa, który teraz jest mniejszy niż Anchorage półtora tysiąca lat temu. Ja przyzwyczaiłem się już do wielkości i tempa życia wioski, więc w pierwszej chwili Centrus oszałamia mnie pośpiechem i zadziwią swoim ogromem. Szybko jednak robię głęboki wdech i przypominam sobie Nowy Jork i Londyn, Paryż i Genewę - nie wspominając o Skye i Atlantis, tych bajecznych centrach rozrywek, w których przepuszczaliśmy nasze pieniądze na Heaven. Centrus to zapadła dziura, która przypadkiem jest największą z zapadłych dziur w promieniu dwudziestu lat świetlnych. .

W źródle pojono też codziennie słonia Dalajlamy, jedynego słonia w Tybecie. Żyjący Budda otrzymał go w darze od maharadży Nepalu, bowiem i tam czczono dalajlamę jako inkarnację. Wielu Nepalczyków wstępuje do klasztorów tybetańskich, poświęcając swe życie religii. Tworzą oni w obrębie klasztorów niewielkie gminy i są bardzo inteligentnymi uczniami. W dowód czci dla Dalajlamy Nepal wysłał mu dwa słonie. Niestety, jeden nie przetrwał przeprawy przez Himalaje, mimo iż prawie tysiąckilometrową trasę oczyszczono z kamieni i pozamiatano, aby słoniom - uchodzącym odtąd jako własność Dalajlamy za święte - ułatwić przemarsz do Tybetu. Dla słonia, który przeżył, przygotowano na wszystkich miejscach postojowych specjalne stajnie. Gdy „Langczen Rimpocze” - tak nazwano słonia - dotarł do Lhasy, zapanowała powszechna radość, bo nikt jeszcze nie widział tutaj takiego olbrzyma. Otrzymał własny dom w północnym skrzydle Potali i niekiedy kroczył w procesjach, ubrany w drogocenne brokaty. Wszyscy jeźdźcy omijali go wielkim łukiem, ponieważ tybetańskie konie płoszyły się, spotkawszy w wąskiej uliczce takie wielkie i nie znane zwierzę.. W tym samym sklepiku przy skrzyżowaniu kupił sobie kubek gorącej kawy i gazetę. Następnie przez jakieś dwadzieścia minut siedział na ławce pobliskiego skweru i zapoznawał się z najświeższymi doniesieniami agencyjnymi. Miał na nosie ciemne okulary i zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na przechodzących obok niego ludzi.. — A więc — powiedział — rozwiązaliśmy pierwszą część tajemnicy. Zegar, zamiast dzwonić, krzyczy na budzenie.. Uporawszy się z tym, poleciłem komputerowi, by sprawdził moje dane. Ów przyznał z niechęcią, że ma już wszystko, co jest mu potrzebne, by wylądować w Hong Kong Luna o godzinie dwudziestej drugiej, minut siedemnaście, czterdzieści osiem i trzy dziesiąte sekundy.. Morale zebranych wyraźnie uległo poprawie. Gdy Inskipp przemówił,. Prowadzili ożywioną rozmowę, przerywaną głośnymi wybuchami ochrypłego, żywiołowego, ludzkiego śmiechu. Coś zbliżonego do tego niezwykłego dźwięku, wydawali, wśród członków Gromady, jedynie S’vanowie. Sprawiał on, że odwracały się głowy Hivistahmów i innych spacerowiczów, którzy utworzyli szerokie przejście dla owej trójki.. Duszołap wziął łuk.. - Którędy, Kotko? Dokąd poszła?.